Archiwum autora:Grażyna Dobromilska

Uważaj na swoje nawyki…

Uważaj na swoje myśli, stają się słowami.
Uważaj na swoje słowa, stają się czynami.
Uważaj na swoje czyny, stają się nawykami.
Uważaj na swoje nawyki, stają się charakterem.
Uważaj na swój charakter, on staje się Twoim losem.

Frank Outlaw

Jednym z najbardziej destrukcyjnych nawyków jest kupowanie na zasadzie: „bo wkrótce mam dostać przelew”, to kupię już dziś, bo coś jest mi niezbędne, bo akurat teraz jest promocja, a potem będzie to dużo droższe.

Z przelewu i umowy ktoś się wycofał, a ty zostajesz sfrustrowana z długiem do spłacenia.

Albo kupujesz coś „bardzo potrzebnego” w firmie na kredyt, bo masz świetną passę, mnóstwo klientów,
z łatwością płacisz raty. Jest to inwestycja, a nie konsumpcja. Cieszy cię wysoki poziom twoich usług.
Do czasu… Nie da się przecież pracować 48 godzin na dobę, trzeba zlecenia „okroić”, a wraz z tym przychody…
I przy wszystkich swoich niezbędnych „inwestycjach” znowu nabawiasz się frustracji.

Twoja radość życia drastycznie spada. Na dodatek, przestajesz działać metodycznie, a zaczynasz łapać okazje. Co nie służy rozwojowi twojej firmy.

I tu pojawia się kolejny zły nawyk: zadręczanie się „Po co ja to kupiłam?!!!”. Zadręczasz się przeszłością,
po raz kolejny przeżywasz za i przeciw, wizualizujesz tę porażkę, zamiast szukać rozwiązań, uczyć się
na błędach.

Przyznam, że znana mi jest opisana rzeczywistość.
Nawet ostrzeżenia dorosłego syna mi na pewnym etapie nie pomogły. Musiałam nawarzone piwo wypić.

Potem moja sytuacja finansowa znacznie się poprawiła. Jednak mam ustawiony termostat na życie
w pewnym minimum: jak duże bym nie miała dochody, zawsze znajdzie się coś dodatkowego
do sfinansowania, tak że pod koniec miesiąca ustawicznie martwię się tym, czy pojawią się kolejni klienci…

Dlatego pilnie potrzebuję swój finansowy mindset naprawić. I tu liczę właśnie na wiedzę i ćwiczenia od Piotra Łabuza w ramach Akademii Psychologii Sukcesu.

A jak jest u ciebie z nawykiem kupowania?
Podziel się, proszę, w komentarzu.

Pozdrawiam serdecznie, Grażyna

Nie ma samodyscypliny – są nawyki

Oczywiście, podstawą chęci do działania jest określenie misji życiowej, zastanowienie się nad tym, co cię pasjonuje najbardziej, oraz ustalenie celów życiowych.

Potem musi nastąpić etap planowania, jakimi krokami cząstkowymi jesteś w stanie zbliżać się do swoich celów, by je kolejno realizować.

A potem trzeba przejść do działania wg planu, żeby cele nie pozostały jedynie pięknymi marzeniami.

Ale jak to zrobić, by każdego dnia działać i po kolei realizować swój plan? Oczywiście, weryfikując go w miarę potrzeb.

Nic nam nie da motywowanie się przez samo czytanie kolejnych ekscytujących książek lub oglądanie kolejnych ekscytujących nagrań video, które nas pobudzą do myślenia i aktywności na chwilę.

Trzeba się zastanowić, jakie czynności powinniśmy wykonywać, aby te swoje cele realizować, i nauczyć się je stale wykonywać.

Na pewno na początek potrzebna jest samodyscyplina.
Aby do wykonywania pożądanych czynności się wdrożyć.

Zwykle po 21 dniach wykonywanie tych czynności „wchodzi nam w krew”, staje się naszym nawykiem i nie musimy się już do niczego zmuszać, bo jesteśmy do nich przyzwyczajeni, a wręcz nam ich brakuje :-)

Z tym 21 dni to nie tak do końca prawda. Jeden nawyk utrwali nam się po mniejszej ilości dni, inny nawet
po kilku miesiącach.

Na raz wprowadzaj jeden nawyk.

Jeśli postawisz sobie zbyt ambitne wymagania i będziesz się chciała wdrożyć do wykonywania zbyt wielu „obowiązków” na raz, to się zniechęcisz, a może nawet nabierzesz przekonania, że to jest poza twoim zasięgiem na zawsze.

A więc, do dzieła.

Pochwal się, w komentarzu, za wyrabianie jakiego potrzebnego nawyku się wzięłaś :-)

Pozdrawiam serdecznie, Grażyna

PS. Ja dokształcam się z wprowadzania nawyków i wkrótce ci o tym opowiem. Chcę jednak najpierw rozpocząć dyskusję w ogóle o nawykach, z jakich składa się nasze życie.

Całe nasze życie to nawyki

Nawyk – w terminologii psychologii – to zautomatyzowana czynność (sposób zachowania, reagowania), którą nabywa się w wyniku ćwiczenia (głównie przez powtarzanie).
Nawyk zautomatyzowany to wyuczony składnik zachowania się jednostki utworzony przez świadome uczenie się, poprzez z góry zamierzone ustalenie i automatyzację czynności pierwotnie nieautomatyzowanej.

Zespół działań mających formę nawyków tworzyć może jednostkowe lub grupowe zwyczaje.
Nawyki dzieli się na ruchowe, językowe, myślowe i poznawcze.

Każda decyzja buduje nawyk sukcesu lub nawyk porażki. To odkrycie ostatnich kilku lat. Jeśli nie działasz, uczysz swój mózg porażki. Jeśli działasz, odnosisz sukcesy.

Nawyki kształtują naszą osobowość.
Całe nasze życie to nawyki. Nawyk raz nabyty, pozostaje już na całe życie. Można jednak go „przykryć” nowym nawykiem, który uważamy za korzystny dla nas. Czasem ten stary nawyk wydobywa się jednak na powierzchnię w stresujących sytuacjach.

Podpowiem ci kilka nawyków. Podaj, proszę, swoje przykłady w komentarzu. Chciałabym, żebyśmy podyskutowały o nawykach : )

nawyk sukcesu
nawyk porażki
nawyk wytrwałości
nawyk samodyscypliny
obowiązkowość
rzetelność w wykonywaniu zadań
zrozumienie dla innych
zdolność samokontroli
nawyk pożyczania
asertywność

prawidłowe żywienie
aktywny tryb życia

mycie zębów
obgryzanie paznokci
malowanie, nakładanie makijażu
nawyk golenia nóg codziennie

Pozdrawiam serdecznie, Grażyna

Co to znaczy sukces?

Sukces ma różne oblicza.

Najkrócej można by powiedzieć, że to spełnianie swoich marzeń, celów, wizji, misji.

Musisz jednak spełnić kilka warunków :-)

1. Pamiętaj, że te Twoje cele, marzenia, wizje, misje powinny być ekologiczne, czyli zgodne z zasadą:
nie krzywdzę siebie, nie krzywdzę innych.

2. Dbaj o zrównoważenie między pracą a życiem osobistym, rodzinnym, by w pogoni za tym sukcesem nie zagubić np. dni wzrastania dzieci, bo to są straty nieodwracalne :-)

3. Pamiętaj, że miarą sukcesu na co dzień jest Twoje samopoczucie – poczucie radości, spełnienia,
energii :-)

4. Oczywiście, zdarzą się po drodze „upadki” i niepowodzenia. Nie traktuj ich jako dowodów, że na coś cię nie stać, czegoś nie jesteś w stanie zrobić czy się nauczyć.
To lekcje, z których możesz wyciągnąć wnioski. Jak następnym razem postąpić INACZEJ, by nie osiągnąć tego samego, błędnego rezultatu.

A dalsze rady dla marzących o sukcesie w kilku „złotych myślach”:

Sukces to nie jakiś cel,
do którego się przybywa,
ale raczej… duch,
w jakim podejmuje się
i kontynuuje podróż.
/Alex Nobel/

Czytaj dalej

Co jest najważniejsze w życiu?

Przerwę mamy dłuższą niż do października, bo się od nowa „organizuję” i mam mnóstwo pracy. Zainspirowana jednak kartą anielską, jaką moja ezoteryczna super doradczyni rozwoju osobistego Renia Marczewska przedstawiła na FB, pomyślałam, że zrobię krótki wpis. Mam bowiem ważną refleksję w związku z tą kartą i chciałam się nią z tobą podzielić. W swoim życiu zbieramy po drodze różne „dołujące” przekonania na swój temat i potem często reagujemy z pozycji ofiary. Doszłam do wniosku, że najważniejsza jest w życiu miłość i patrzenie na zdarzenia i ludzi poprzez jej pryzmat i to najsilniej pomaga nam w byciu sobą, szanującą siebie samą osobą, i o tym chciałam „na szybko” przypomnieć. I to silniej działa – moim zdaniem – niż mantra Eleanor Roosevelt, której ona się trzymała, gdy ją poniżano i wyśmiewano. Daje więcej siły wewnętrznej, a nie tylko – „odporność na ból”.

A co ty o tym sądzisz? Pozdrawiam serdecznie, Grażyna

Mapa Marzeń może nie wkrótce, ale odpowiadam na pytanie :-)

Pytanie: Nie wiem czy jeszcze pani funkcjonuje tu na blogu, ale strasznie mi się wszystko poplątało i chcę stworzyć swoją mapę szczęścia, kiedy byłby najdogodniejszy czas, teraz w sierpniu, wrześniu? Nie zawsze mogę być o danym czasie w domu, żeby móc ją wykonać. Nie można tego zrobić po prostu w danej chwili, z potrzeby serca?

Robimy przerwę na wakacje „akademickie”, czyli do października, a teraz tylko szybka pomoc w sprawie Mapy Marzeń.

Generalnie, to poznałam ją jako narzędzie wsparcia podświadomości na kursie Wandy Loskot Magia Wysokiej Samooceny i Wanda nic nie wspominała o jakimś szczególnym ezoterycznym czasie. Czytaj dalej

Wizytówki wg zasad feng shui

A dziś taka mała niespodzianka, czyli czym to się jeszcze zajmowałam w swoim biznesie.

Zaczynałam od działalności poligraficznej, więc wizytówki także były w ofercie. Ale jak przeczytałam kiedyś artykuł nt. zasad feng shui w wizytówkach, to już inaczej wizytówek nie projektowałam.
Miałam informację na stronie firmowej na ten temat w odpowiedniej opcji, ale niestety w html-u, a już dawno mam nową stronę na joomli i może i mam drobną poligrafię, ale już chyba nie umieszczałam podpopcji nt. zasad feng shui.

Więc tylko daję ci do poczytania artykuł, jaki kiedyś na ten temat napisałam do Millionaire Magazynu, do działu, który wymyśliłam i prowadziłam.


Oczywiście, jak przeczytasz artykuł i cię przekona ta informacja, że też chcesz mieć wg tych zasad zaprojektowane wizytówki, to udostępniam ci go po to, żebyś wiedziała, czego ewentualnie wymagać od firmy, która przygotowuje dla ciebie projekt wizytówki :-)
Zrobienie 100 sztuk wizytówek z przesyłką ode mnie byłoby bezsensowne, a nawet 200 czy 300 czy 500 sztuk, biorąc
pod uwagę, jakie oferty na druk 500 sztuk wizytówek można znaleźć w sieci.

To tylko wskazówki co do projektu.
I jak przeczytasz w artykule, nic więcej nie ma na ten temat, nawet w książce, która mi to obiecywała w ofercie, dlatego ją zakupiłam, żeby się dowiedzieć jeszcze więcej.

A z kolei też uprzedzam, że specjaliści od feng shui to może by
w ogóle te koncepcje wywracali do góry nogami, ale swoich innych koncepcji do tej pory nigdzie nie opisali.

I jak ci się podoba ta wskazówka? Podziel się, proszę,
w komentarzu i poleć wpis znajomym :-)

Pozdrawiam serdecznie, Grażyna

Podstawowe błędy, jakich nie należy popełniać przy rozwijaniu biznesu

Po zapisaniu się do Klubu Przedsiębiorcy 18 IX 2007 roku i dzięki nawiązaniu współpracy z Kamilem Cebulskim także we wrześniu 2007 roku, już przed połową 2008 roku z osoby, która całymi miesiącami nie odnotowuje wizyty klienta miejscowego, stałam się osobą, która sypia po 4-5 godzin na 48 godzin. Bardzo dużo pracy i bardzo dużo szkoleń. Szkoleń płatnych i gratisowych. Z marketingu i różnych obszarów rozwoju osobistego. Miałam nawet wtedy wpisy na blogu www.blog.madgraf.eu na ten temat, że pracuję po dwie doby bez snu.

Działalność się bujnie rozwinęła, to bardzo dobrze. Ale niekoniecznie w dobrym kierunku.

Bo ja sprzedawałam swój czas, zarabiając na składach i korektach. To raz.

A dwa, pracowałam za stawki minimalne na rynku, no bo albo pani akceptuje tę stawkę, albo będę współpracować z kim innym, albo wręcz za stawki przypadkowe i śmieszne przy składach skomplikowanych publikacji z wieloma fotografiami, na tej samej zasadzie, no bo albo pani zaakceptuje, albo damy komu innemu, i zamiast np. godziwego i adekwatnego do wkładu pracy wynagrodzenia za pracę ok. 19 000 zł netto, otrzymywałam propozycję 5000 zł brutto…

I akceptowałam, bo szybko pracuję…

A wszystko po to, by wyrabiać się z należnościami za inwestycje, w które się optymistycznie kolejno „wkręcałam” (no bo „niezbędne i potrzebne, a ja zarabiam dużo”) i nie stracić Certyfikatu Rzetelna Firma
w Krajowym Rejestrze Długów, który był dla mnie bardzo ważny i prestiżowy.
I mobilizował mnie do rzetelności w rozliczeniach finansowych z bankami i firmami, z którymi współpracuję.

A trzy. Przejmowałam nieodpowiedzialność klientów na siebie, czyli dawałam im beztrosko dowolnie długi czas na przygotowywanie materiałów, a gdy okazywało się, że termin przekazania publikacji ich klientom jest niewzruszony i krótki, pracowałam nawet tydzień prawie bez przerwy i bez snu, na zasadzie, „padam”, no to chwilę się prześpię, budzik za parę godzin i… dalej do pracy, no bo trzeba terminu dotrzymać. Bo po co komu publikacja po imprezie, na którą była zaplanowana do promowania osiągnięć klienta. A proces składu publikacji, szczególnie skomplikowanej, z licznymi fotografiami, ma swoje nieubłagane wymagania
i potrzebuje czasu.

No a na dodatek, moje 48 godzin to nie była tylko praca i udział w szkoleniach, ale także rozległa pomoc innym. Nie byłam asertywna, nie umiałam odmówić pomocy, więc całymi godzinami udzielałam też znajomym porad na Skypie w ich problemach zawodowych. Więc tym bardziej, szaleńczy wyścig z zarabianiem i 48 godzin na dobę to za mało…

I jak ci się podobają moje „ostrzeżenia”, zapraszam do komentowania :-)

Pozdrawiam serdecznie, Grażyna

Biuro w domu to znak nowoczesności, a nie „byle jakości” firmy :-)

Zawsze byłam krytykowana za biuro w domu, no bo to oznaczało wg ludzi, że mnie „nie stać” na lokal
na mieście. Czyli – firma marna.

Nigdy nie uważałam, że powinnam się wpakować w sprzedawanie „mydła i powidła”,
by utrzymywanie tego lokalu było w ogóle opłacalne.
A ja i tak robotę robiłabym w domu, a tu tylko pani by przyjmowała zlecenia
i sprzedawała „wszystko”, by zarobić na siebie, podatki i lokal.

No i od paru lat mam do tego nareszcie zdrowe podejście, bo Wanda Loskot, moja mentorka, zawsze nam mówiła, że to fantastyczny wybór – biuro w domu. Oczywiście, zorganizowane w oddzieleniu od życia domowego. Nie tylko fizycznie, jako wydzielone pomieszczenie. Ale także w oddzieleniu „mentalnym”
od rodziny na czas pracy.

Co prawda, w pewnych ważnych okolicznościach, gdy dziecko potrzebuje wsparcia natychmiast, ważne jest, że ma mamę stale „pod ręką”. A robotę się nadrobi w późniejszej godzinie :)

I dziś wyczytałam w wiadomościach z Marketingu przy Kawie o Linsday Lohan w areszcie, no i okazało się,
że ta Linsday „pracuje zdalnie z domu w reklamie”.
Cały artykuł dostępny po zalogowaniu do serwisu.

Ja skopiuję tu tylko fragment, kto obecnie „pracuje w domu” i że to modne :-)

Modna ostatnio praca z domu to rozwiązanie nie tylko dla matek, które pragną wykonywać zlecenia
i jednocześnie opiekować się dziećmi, czy dla urodzonych freelancerów: programistów, grafików, fotografów oraz dziennikarzy. Tę formę pracy zdalnej odkryła również ostatnio Lindsay Lohan. I nieźle na niej zarobiła. /…/

A ty jakie masz zdanie na temat pracy w domu?
Podziel się, proszę, w komentarzu.

Pozdrawiam serdecznie, Grażyna

Pomysły na wakacje dla dzieci

Zainspirowana artykułem na wp.pl, pomyślałam, że napiszę parę słów, jak moje dzieci spędzały wakacje.

Nigdy nie miałam przekonania do zwykłych kolonii czy obozów „nietematycznych”, które sprowadzały się
do opalania, wycieczek w teren od czasu do czasu, wolnego czasu po południu, czyli nuda, nuda, nuda. Zależało mnie i dzieciom na tym, by przy okazji wypoczynku poza miejscem zamieszkania, rozwijały także swoje talenty lub jakieś umiejętności.

Jaruś jeździł na obozy języka angielskiego, żeglarskie, tenisowe, survivalowe.
Kasia jeździła na obozy konne i fotograficzne.

Dziś wpadł mi w oko artykuł Twoje dziecko może zostać lotnikiem lub rolnikiem.

Męczące kolonie, nieciekawe obozy, wczasy, na których jedyną rozrywką jest opalanie – to dla młodzieży wakacyjna nuda w najczystszej postaci. Nie zmuszaj więc swojego dziecka do wyjazdu, na którym każdego wieczoru organizowana jest dyskoteka z nieporywającą do tańca muzyką, a największą atrakcją jest organizowane ostatniego dnia ognisko…
Czytaj dalej

Videos, Slideshows and Podcasts by Cincopa Wordpress Plugin

Copyright © 2017. Powered by WordPress & Romangie Theme.

Videos, Slideshows and Podcasts by Cincopa Wordpress Plugin