Archive for Lipiec, 2011
Wizytówki wg zasad feng shui
Zaczynałam od działalności poligraficznej, więc wizytówki także były w ofercie. Ale jak przeczytałam kiedyś artykuł nt. zasad feng shui w wizytówkach, to już inaczej wizytówek nie projektowałam.
Miałam informację na stronie firmowej na ten temat w odpowiedniej opcji, ale niestety w html-u, a już dawno mam nową stronę na joomli i może i mam drobną poligrafię, ale już chyba nie umieszczałam podpopcji nt. zasad feng shui.
Więc tylko daję ci do poczytania artykuł, jaki kiedyś na ten temat napisałam do Millionaire Magazynu, do działu, który wymyśliłam i prowadziłam.

Oczywiście, jak przeczytasz artykuł i cię przekona ta informacja, że też chcesz mieć wg tych zasad zaprojektowane wizytówki, to udostępniam ci go po to, żebyś wiedziała, czego ewentualnie wymagać od firmy, która przygotowuje dla ciebie projekt wizytówki :-)
Zrobienie 100 sztuk wizytówek z przesyłką ode mnie byłoby bezsensowne, a nawet 200 czy 300 czy 500 sztuk, biorąc
pod uwagę, jakie oferty na druk 500 sztuk wizytówek można znaleźć w sieci.
To tylko wskazówki co do projektu.
I jak przeczytasz w artykule, nic więcej nie ma na ten temat, nawet w książce, która mi to obiecywała w ofercie, dlatego ją zakupiłam, żeby się dowiedzieć jeszcze więcej.
A z kolei też uprzedzam, że specjaliści od feng shui to może by
w ogóle te koncepcje wywracali do góry nogami, ale swoich innych koncepcji do tej pory nigdzie nie opisali.
I jak ci się podoba ta wskazówka? Podziel się, proszę,
w komentarzu i poleć wpis znajomym :-)
Pozdrawiam serdecznie, Grażyna
Podstawowe błędy, jakich nie należy popełniać przy rozwijaniu biznesu
Po zapisaniu się do Klubu Przedsiębiorcy 18 IX 2007 roku i dzięki nawiązaniu współpracy z Kamilem Cebulskim także we wrześniu 2007 roku, już przed połową 2008 roku z osoby, która całymi miesiącami nie odnotowuje wizyty klienta miejscowego, stałam się osobą, która sypia po 4-5 godzin na 48 godzin. Bardzo dużo pracy i bardzo dużo szkoleń. Szkoleń płatnych i gratisowych. Z marketingu i różnych obszarów rozwoju osobistego. Miałam nawet wtedy wpisy na blogu www.blog.madgraf.eu na ten temat, że pracuję po dwie doby bez snu.
Bo ja sprzedawałam swój czas, zarabiając na składach i korektach. To raz.
A dwa, pracowałam za stawki minimalne na rynku, no bo albo pani akceptuje tę stawkę, albo będę współpracować z kim innym, albo wręcz za stawki przypadkowe i śmieszne przy składach skomplikowanych publikacji z wieloma fotografiami, na tej samej zasadzie, no bo albo pani zaakceptuje, albo damy komu innemu, i zamiast np. godziwego i adekwatnego do wkładu pracy wynagrodzenia za pracę ok. 19 000 zł netto, otrzymywałam propozycję 5000 zł brutto…
I akceptowałam, bo szybko pracuję…
A wszystko po to, by wyrabiać się z należnościami za inwestycje, w które się optymistycznie kolejno „wkręcałam” (no bo „niezbędne i potrzebne, a ja zarabiam dużo”) i nie stracić Certyfikatu Rzetelna Firma
w Krajowym Rejestrze Długów, który był dla mnie bardzo ważny i prestiżowy.
I mobilizował mnie do rzetelności w rozliczeniach finansowych z bankami i firmami, z którymi współpracuję.
A trzy. Przejmowałam nieodpowiedzialność klientów na siebie, czyli dawałam im beztrosko dowolnie długi czas na przygotowywanie materiałów, a gdy okazywało się, że termin przekazania publikacji ich klientom jest niewzruszony i krótki, pracowałam nawet tydzień prawie bez przerwy i bez snu, na zasadzie, „padam”, no to chwilę się prześpię, budzik za parę godzin i… dalej do pracy, no bo trzeba terminu dotrzymać. Bo po co komu publikacja po imprezie, na którą była zaplanowana do promowania osiągnięć klienta. A proces składu publikacji, szczególnie skomplikowanej, z licznymi fotografiami, ma swoje nieubłagane wymagania
i potrzebuje czasu.
No a na dodatek, moje 48 godzin to nie była tylko praca i udział w szkoleniach, ale także rozległa pomoc innym. Nie byłam asertywna, nie umiałam odmówić pomocy, więc całymi godzinami udzielałam też znajomym porad na Skypie w ich problemach zawodowych. Więc tym bardziej, szaleńczy wyścig z zarabianiem i 48 godzin na dobę to za mało…
I jak ci się podobają moje „ostrzeżenia”, zapraszam do komentowania :-)
Pozdrawiam serdecznie, Grażyna
Biuro w domu to znak nowoczesności, a nie „byle jakości” firmy :-)
Zawsze byłam krytykowana za biuro w domu, no bo to oznaczało wg ludzi, że mnie „nie stać” na lokal
na mieście. Czyli – firma marna.
by utrzymywanie tego lokalu było w ogóle opłacalne.
A ja i tak robotę robiłabym w domu, a tu tylko pani by przyjmowała zlecenia
i sprzedawała „wszystko”, by zarobić na siebie, podatki i lokal.
No i od paru lat mam do tego nareszcie zdrowe podejście, bo Wanda Loskot, moja mentorka, zawsze nam mówiła, że to fantastyczny wybór – biuro w domu. Oczywiście, zorganizowane w oddzieleniu od życia domowego. Nie tylko fizycznie, jako wydzielone pomieszczenie. Ale także w oddzieleniu „mentalnym”
od rodziny na czas pracy.
Co prawda, w pewnych ważnych okolicznościach, gdy dziecko potrzebuje wsparcia natychmiast, ważne jest, że ma mamę stale „pod ręką”. A robotę się nadrobi w późniejszej godzinie :)
I dziś wyczytałam w wiadomościach z Marketingu przy Kawie o Linsday Lohan w areszcie, no i okazało się,
że ta Linsday „pracuje zdalnie z domu w reklamie”.
Cały artykuł dostępny po zalogowaniu do serwisu.
Modna ostatnio praca z domu to rozwiązanie nie tylko dla matek, które pragną wykonywać zlecenia
i jednocześnie opiekować się dziećmi, czy dla urodzonych freelancerów: programistów, grafików, fotografów oraz dziennikarzy. Tę formę pracy zdalnej odkryła również ostatnio Lindsay Lohan. I nieźle na niej zarobiła. /…/
A ty jakie masz zdanie na temat pracy w domu?
Podziel się, proszę, w komentarzu.
Pozdrawiam serdecznie, Grażyna
Nie ma motywacji i samodyscypliny – są nawyki
Oczywiście, podstawą chęci do działania jest określenie misji życiowej, zastanowienie się nad tym, co cię pasjonuje najbardziej, oraz ustalenie celów życiowych.
Potem musi nastąpić etap planowania, jakimi krokami cząstkowymi jesteś w stanie zbliżać się do swoich celów, by je kolejno realizować.
A potem trzeba przejść do działania wg planu, żeby cele nie pozostały jedynie pięknymi marzeniami.
Nic nam nie da motywowanie się przez samo czytanie kolejnych ekscytujących książek lub oglądanie kolejnych ekscytujących nagrań video, które nas pobudzą do myślenia i aktywności na chwilę.
Trzeba się zastanowić, jakie czynności powinniśmy wykonywać, aby te swoje cele realizować, i nauczyć się je stale wykonywać.
Na pewno na początek potrzebna jest samodyscyplina.
Aby do wykonywania pożądanych czynności się wdrożyć.
Po 21 dniach wykonywanie tych czynności „wchodzi nam w krew”, staje się naszym nawykiem i nie musimy się już do niczego zmuszać, bo jesteśmy do wykonywania tych czynności przyzwyczajeni, a wręcz, ich nam brakuje :-)
Na raz wprowadzaj jeden nawyk.
Jeśli postawisz sobie zbyt ambitne wymagania i będziesz się chciała wdrożyć do wykonywania zbyt wielu „obowiązków” na raz, to się zniechęcisz, a może nawet nabierzesz przekonania, że to jest poza twoim zasięgiem na zawsze.
A więc, do dzieła.
Pochwal się, w komentarzu, za wyrabianie jakiego potrzebnego nawyku się wzięłaś :-)
Pozdrawiam serdecznie, Grażyna
Pomysły na wakacje dla dzieci
Zainspirowana artykułem na wp.pl, pomyślałam, że napiszę parę słów, jak moje dzieci spędzały wakacje.
Nigdy nie miałam przekonania do zwykłych kolonii czy obozów „nietematycznych”, które sprowadzały się
do opalania, wycieczek w teren od czasu do czasu, wolnego czasu po południu, czyli nuda, nuda, nuda. Zależało mnie i dzieciom na tym, by przy okazji wypoczynku poza miejscem zamieszkania, rozwijały także swoje talenty lub jakieś umiejętności.
Jaruś jeździł na obozy języka angielskiego, żeglarskie, tenisowe, survivalowe.
Kasia jeździła na obozy konne i fotograficzne.
Dziś wpadł mi w oko artykuł Twoje dziecko może zostać lotnikiem lub rolnikiem.
Męczące kolonie, nieciekawe obozy, wczasy, na których jedyną rozrywką jest opalanie – to dla młodzieży wakacyjna nuda w najczystszej postaci. Nie zmuszaj więc swojego dziecka do wyjazdu, na którym każdego wieczoru organizowana jest dyskoteka z nieporywającą do tańca muzyką, a największą atrakcją jest organizowane ostatniego dnia ognisko…
Read the rest of this entry »
Grupa Wsparcia, czyli Master Mind
Nawet jeśli wszystko układa się zgodnie z Twoimi planami, zdarzyć się może gorszy nastrój, chwilowy brak zaufania do siebie czy niechęć do aktywności. Na pewno też od czasu do czasu staniesz przed jakimś problemem, którego nie potrafisz rozwiązać.
Jeśli nie zadbasz w porę o właściwe otoczenie, może ci być trudno radzić sobie ze wszystkim samodzielnie.
A spodziewać się można, że twoje efekty będą gorsze niż gdybyś o to otoczenie zadbała.
Przydaje się tzw. Grupa Wsparcia. Są to osoby, do których masz zaufanie, myślące w podobny sposób, jak ty.
Idea Master Mind ma swe źródło w sposobie rozwiązywaniu problemów za pomocą trustu mózgów.
W swojej najsłynniejszej książce Myśl… i bogać się! jako jedno z praw sukcesu Napoleon Hill wymienił posiadanie trustu mózgów.
Trust mózgów to grupa doradców, osób z którymi możesz porozmawiać na trapiące problemy. „Trust mózgów” można określić jako „koordynację wiedzy i wysiłków, w atmosferze harmonijnego współdziałania dwóch lub więcej osób w zamiarze osiągnięcia konkretnego celu”.
Z kolei Napoleon Hill ideę tej współpracy zaczerpnął od Andrew Carnegie.
Wg Wandy najlepiej ideę Master Mind określają słowa króla Salomona:
Niczym żelazo ostrzy żelazo, tak jeden umysł ostrzy drugi umysł /król Salomon/
Bo podstawowym powodem, dla którego warto stać się członkiem takiego zespołu jest po prostu to,
że człowiek staje się mądrzejszy :-)
Drugim jest zwiększenie odporności na trudności, gdy ma się za towarzystwo inne osoby, które pomogą wyjść z dołka.
A trzecim – zwiększenie motywacji.
Na temat sposobu organizacji takiej grupy Master Mind napisałam kiedyś artykuł do Millionaire Magazine. Niestety, magazyn Kamila Cebulskiego nie jest już dostępny on-line i nie mogę umieścić po prostu linku
do niego. Jeśli jesteś zainteresowana organizacją takiej grupy, napisz do mnie na maila
madgraf@madgraf.eu.
Podziel się, proszę, refleksjami w komentarzu.
Pozdrawiam serdecznie, Grażyna


