Archive for Kwiecień, 2011
Molestowanie seksualne – co z tym zrobić?
Molestowanie seksualne bardzo obniża samoocenę i utrudnia kobiecie funkcjonowanie.
Bardzo często ofiarą pada mała dziewczynka, która jest bezbronna i boi się o tym komukolwiek powiedzieć.
Co mówią na ten temat statystyki?
Z amerykańskich statystyk, które – jak twierdzą polscy specjaliści – odpowiadają naszej rzeczywistości, wynika, że około 60 % wykorzystywanych seksualnie lub zgwałconych ma mniej niż 18 lat. Aż 78% znało napastnika wcześniej.
Wykorzystywanie seksualne przez członków rodziny może trwać latami. Badania psychologów wykazały,
że molestowanie dzieci zwykle zaczyna się w wieku 6-8 lat i ciągnie się do 14-15 roku życia. Dzieje się tak dlatego, że małe ofiary nic nikomu nie mówią. Do milczenia zmusza je przerażenie, szantaż lub po prostu wstyd.
Sprawcami są na ogół osoby bliskie. Na czele są ojcowie i ojczymowie, potem dziadkowie, wujkowie, bracia, siostry i na końcu matki.
Sprawcy niekoniecznie muszą napastować dziecko odmiennej płci. Zdarzają się przypadki molestowania
o charakterze homoseksualnym. Znane są przypadki, kiedy ojciec sterroryzował całą rodzinę i zmuszał ją
do uczestniczenia w orgiach: matka musiała współżyć z synem i córką, dzieci ze sobą, on ze wszystkimi. Oczywiście, jest to przypadek ekstremalny.
Kolejnymi osobami, które wykorzystują seksualnie dzieci, i to często tej samej płci, są księża.
Choć oskarżenia i wyroki za nadużycia seksualne wśród kapłanów katolickich w wielu krajach zapadały
od dawna, to jednak dopiero od początku lat 90. za sprawą doniesień medialnych stały się głośne i publicznie dyskutowane. Niektóre z przypadków molestowania dzieci były ukrywane przez instytucje kościelne,
a oskarżonych księży przenoszono do innych parafii, gdzie pewnie dalej sobie molestowali następne ofiary.
Sprawa wzbudziła kontrowersje ze względu na głoszone przez Kościół katolicki poglądy dotyczące życia seksualnego. W świetle nauczania Kościoła wszelkie molestowanie seksualne dzieci stanowi grzech śmiertelny, jednak kodeks prawa kanonicznego nie przewiduje za ten czyn automatycznej ekskomuniki (która to kara – w świetle dokumentu Crimen sollicitationis – groziła za ujawnienie jakichkolwiek przestępstw seksualnych duchownych).
Znane są wyznania różnych celebrytek. Ja w tej chwili pamiętam tylko wyznania Kory:
Kilka dni temu Kora zaszokowała wszystkich swoim wyznaniem poczynionym w wywiadzie dla “Wprost”. Powiedziała, że w dzieciństwie była molestowana seksualnie przez księdza.
Teraz można obejrzeć teledysk do nowej piosenki wokalistki “Zabawa w chowanego”, która porusza ten sam temat. “Wybierał jedną jak owcę ze stada. Szliśmy powoli do domu, by jeść winogrona z majteczek, z ust,
z rąk dziecinnych takich małych” – śpiewa Kora spokojnym głosem.
Słowa te ilustruje klip przedstawiający księdza, który wybiera jedną grupy bawiących się dziewczynek prowadzi ją za rękę do swojego domu. Nikt nie ma chyba wątpliwości, co działo się dalej.
Zobaczcie ten mocny i przejmujący teledysk.
Winien jest bez wątpienia mężczyzna
Zdziwiło mnie, że w tych wiadomościach znalezionych w sieci jako osoby molestujące występują też kobiety.
Ale poprzestańmy na fakcie, że to np. ojciec czy ksiądz molestuje dziewczynkę.
Ten padalec, zwyrodnialec ojciec wykorzystuje swoją pozycję i szuka łatwych okazji. Trudniej by mu było
bez wątpienia „dopaść” obce dziecko na ulicy. Jest to tak obrzydliwe, że „nie mam słów oburzenia”.
A ksiądz? Czyni wielką krzywdę dziecku, a dodatkowo zniechęca do wiary. I księdzem w ogóle nie powinien być, bo w ogóle w Boga nie wierzy i nie wierzy w życie pozagrobowe i karę Bożą.
Ale winna jest także matka!
W ogóle sobie nie wyobrażam takiej sytuacji, by matka tolerowała praktyki ojca względem córki.
Albo np. drogie prezenty od przyjaciela rodziny, który, aby „ulżyć rodzicom”, zabiera dziecko na wycieczki
i właśnie obdarowuje drogimi przezentami. A w rzeczywistości, poddaje dziewczynkę na tych „wycieczkach” praktykom seksualnym.
A jeśli o tym nie wie, bo córka boi się jej do tego przyznać, to także jest winna, że takie panują między nimi relacje, że córka nie ma zaufania, by się z tego zwierzyć.
A to zaufanie buduje się w każdym drobnym problemie, który córka może mieć i może z tym do matki „przyjść” na rozmowę.
Jakie straty moralne ponosi dziewczynka?
Poczucie winy, że na to pozwoliła.
Wstyd, że to się stało.
Lęk przed ludźmi.
Wstręt do seksu.
Brak zaufania do mężczyzn, a może i do ludzi w ogóle.
Z tą straszną traumą można sobie jednak poradzić!
Brat pisał mi ustawienia i rundy EFT (Emotional Freedom Techniques) dla problemu zgłoszonego
z formularza Zapytaj dla osoby molestowanej seksualnie, które zaprezentowałam w blogu kiedyś tam wcześniej.
Ale wydaje mi się, że w takim przypadku trzeba przejść także przez gruntowny warsztat radykalnego wybaczania.
Co prawda może to być trudne mówić o tym problemie, nawet w gronie kilku osób, które są zdeterminowane sobie pomóc, i pracuje się z trenerem szanującym prywatność i uczucia osób biorących udział w warsztacie.
Dlatego pomocna może być anonimowa praca własna z arkuszem wybaczania i opowiedzenie sobie nowej historii tego zdarzenia.
I wybaczenie sprawcy na planie mentalnym.
Ta historia miała dziewczynkę nauczyć może mówienia prawdy i odwagi?
Choć dramatyczna i brutalna.
A czym innym jest wina na planie ludzkim.
Niech padalec trafi do więzienia, a tam więźniowie się nim „zaopiekują”…
Zapraszam do dyskusji.
Jeśli masz ten problem, pomogę na priva madgraf@madgraf.eu.
Pozdrawiam serdecznie, Grażyna
Jak podejść do kobiety, która mi się podoba?
Otrzymałam zapytania w blogu:
aleks pisze:
18-04-2011 o 21:58
Moim problem często są kontakty z kobietami. Pomimo, że wiele ich znam, to trudno mi nieraz poznać te, które mi się podobają, bo boję się do nich podejść
Robert pisze:
18-04-2011 o 22:11
Moim największy problemem jest poznawanie tych kobiet, które mi się najbardziej podobają. Pomimo,
ze często poznaje nowe kobiety, żartuje z nimi, to nieraz nie potrafię podejść do tych, które mi się bardzo podobają.
Czego na pewno nie powinno się robić!
Na konferencjach to się po prostu wychodzi na przerwę i rozmawia, kobiety z mężczyznami, i nikt nie myśli
o tym, jakie wrażenie na kim robi :-)
W tym sensie, mógłby to być jakiś trop – Nie skupiaj się na sobie, na tym, jakie wrażenie robisz.
Wy macie na myśli pewnie jednak „podrywanie”, element stresu, jak ona mnie „odbierze”, więc zapytałam swoją nastoletnią śliczną córkę, jak to jest z tymi chłopakami, co podchodzą do niej, by ją poznać.
Na pewno źle działa prosty tekst: Chciałbym cię poznać.
Spalisz się „na starcie”.
Jak przygotować się do „podboju”?
Zadbaj najpierw o elementy swojej samooceny :-)
Mam coś do powiedzenia
1. Musisz mieć potem w ogóle o czym rozmawiać, więc zastanów się wcześniej np. nad tym:
- jaką muzykę lubisz,
- jakie masz zainteresowania,
- może uprawiasz jakiś sport i masz do opowiedzenia jakieś ciekawe wydarzenia czy przypadki z tym związane
2. Przygotuj sobie jakieś ciekawostki
Tu znalazłam w Googlach serwis poświęcony ciekawostkom ciekawostki.eu.
A w nim np. taką wiadomość:
Płacą za chodzenie do szkoły!
Zarząd szkół w Toronto postanowił pomóc części uczniów w edukacji i w ramach eksperymentalnego programu płaci tygodniówki za chodzenie do szkoły. Czy uważacie, że w Polsce też powinni wprowadzić takie zasady ?
Za każdy tydzień przychodzenia na zajęcia uczniowie dostają 25 dolarów – poinformował dziennik „Metro”. Jest też dodatkowa zachęta – każdy uczeń, który skończy program ma zapewnioną pracę w ramach wakacyjnych zajęć oferowanych i opłacanych przez miasto Toronto. Zarząd szkół w Toronto ma nadzieję, że program kieszonkowego za chodzenie do szkoły zakończy się sukcesem. Jeśli tak się stanie – zostanie on rozszerzony na wszystkie szkoły w mieście.
pawele87 | 09.04.2011
I nie dość, że jest to dość śmieszne, to jeszcze można podyskutować, czy w Polsce by się to sprawdziło. I kto mógłby takie kieszonkowe płacić :-)
Afirmacja przed lustrem
Warto, byś wzbudził w sobie pozytywny obraz siebie.
Rano i wieczorem, po toalecie, stań przed lustrem i z uśmiechem, energicznie powiedz do siebie kilka razy:
Jestem zajebisty!
Jestem interesujący.
Wszystkie mnie pragną!
Wybierz sobie tekst, który ci najlepiej odpowiada. Lub wymyśl jakiś własny, pozytywny.
Wizualizacja wejścia do knajpy
Jak już jesteś mentalnie nastawiony na to, że jesteś rzeczywiście interesującym chłopakiem, czas
na wizualizację wejścia do lokalu.
Wyobraź sobie, że stoisz w progu lokalu, rozglądasz się zrelaksowany po sali… widzisz w rogu przy stoliku grupę osób, wśród których siedzi dziewczyna twoich marzeń…
Uśmiechasz się do swoich myśli i swobodnym, nie za szybkim, ale też nie za wolnym krokiem zmierzasz
w ich kierunku.
Zatrzymujesz się, uśmiechasz, pytasz, czy możesz się dosiąść.
Chwilę przysłuchujesz się rozmowie i się włączasz :-)
I czas na „podbój” :-)
Uśmiech.
I… rozmowa.
Nie myśl, jak cię odbiera. Jesteś wartościowym, pewnym siebie chłopakiem.
Najgorsze, co możesz zrobić, to NIE PODEJŚĆ.
A praktyka czyni mistrza :-)
Powodzenia :-)
Podzielcie się komentarzami w blogu, czy pomogło :-)
Pozdrawiam serdecznie, Grażyna
Tapping dla zakochanych :-)
A to już mój autorski pomysł,
bo uwielbiam EFT :-)
Dzieci można opukiwać w ten sposób, że opowiadają o swoich problemach, a dorosły okupuje punkty meridianowe, więc przyszła mi do głowy zabawa dla zakochanych :- )
Co prawda najłatwiej byłoby to robić przy opukiwaniu palców, ale na razie nie mam fotografii dłoni, żeby ci to pokazać na obrazku, a mój fotograf, czyli moja córeczka Kasia jakoś mnie zwodzi z wykonaniem zdjęcia, nie ma czasu :- )

Więc można to robić także, opukując punkt karate lub masując punkt wrażliwy.
Zacznijmy od młodzieży.
Szkoła rodzi wiele konfliktowych sytuacji. Nauczyciele często cierpią na niskie poczucie własnej wartości i te swoje lęki przenoszą
na uczniów, podejrzewając ich o lekceważenie
i „na wszelki wypadek”, odgrywając się na nich jako pierwsi. Przejawia się to jako używanie negatywnych określeń, zaniżanie ocen itp.
Uczeń wraca ze szkoły zgnębiony, bo tłamsi się jego poczucie własnej wartości i wiarę we własne talenty.
Im bardziej bywa na lekcjach uczeń smutny, sztywny, „bezosobowy”, tym wygląda na to, że jest lepiej. Bo to znaczy może dla nauczyciela, że go szanuje i „się słucha”… Nie daj Boże, gdy jest pogodny i radosny… Ani chybi, może lekceważy…
Ale chłopak dziewczynie, dziewczyna chłopakowi może pomóc pokonać stresy i traumy.
Nawet jeśli mało wiedzą o istocie EFT, mogą stosować tę metodę.
Dziewczynka opowiada o traumatycznym zachowaniu nauczyciela, chłopiec opukuje jej punkty meridianowe. Potem odwrotnie.
Może być z tym dużo zabawy :- )
A przy okazji korzyści.
To samo można odnieść do zakochanych par w różnym wieku.
Kobieta przynosi z pracy stresy związane ze złym traktowaniem przez szefa, kolegów w pracy, czuje się niedowartościowana itp. Mężczyzna uwikłał się w konflikt w pracy…
To nawet nie muszą być wszystkie po kolei punkty meridianowe stosowane w pełnej sekwencji…
Zapytałam o opinię Kasię Dodd, która przywiozła tę metodę z USA
do Polski.
Oto Kasi komentarz:
Pomysł sam w sobie jest dobry. Wydaje mi się jednak, że sprawdziłby się tylko w przypadku starszych zakochanych nastolatków. W przypadku młodszych dzieci mogłoby to zadziałać między przyjaciółkami, jakoś mniej to sobie wyobrażam pomiędzy chłopcami. Natomiast opukiwanie się nawzajem 12-latków, chłopca
i dziewczynki, którzy „ku sobie się mają” nie wzbudza we mnie entuzjazmu…
Co do par dorosłych – jak najbardziej. Opukiwanie wzajemnych stresów może nie tylko przynieść relaks, ale pogłębić intymność.
I moja odpowiedź uzupełniająca:
Dzięki Kasiu za komentarz i uwagi.
Nie myślałam o małych dzieciach, lecz raczej licealistach.
W przypadku dzieci w podstawówce to rzeczywiście najlepszy jest kontakt z rodzicem.
Podziel się w komentarzu, czy podoba ci się taka zabawa. EFT to potężne narzędzie. Ustawienie niweluje problem szybko, w ciągu paru dni max. Metoda notuje 95% skuteczności.
Pozdrawiam serdecznie, Grażyna
Nie ma ludzi niezdolnych do ukończenia studiów wyższych – potrzebna jest tylko wiara w sukces
Szkoła zaszczepia wiele fałszywych etykietek – np. etykietki ucznia niezdolnego do matematyki, fizyki czy w ogóle ucznia ogólnie miernego.
Szkoła w ogóle nie pomaga w odkrywaniu talentów, a przecież to najlepsze pole do eksperymentów, w czym jestem dobry, w czym mogę osiągać sukcesy ponadprzeciętne, co mi sprawia szczególną przyjemność.
Zdarzają się śladowo jakieś konkursy, w których uczniowie mogą się wykazać swoimi predyspozycjami, ale nie mają zwykle okazji rozwijać tych talentów na lekcjach.
Nudne, sztampowe lekcje i encyklopedyczność jako podstawowe kryterium wymagań.
I tak wzrastasz w przekonaniu, że nie tobie pisana kariera, nie tobie pisane dalsze kształcenie.
A przed tobą prosty zawód. A w ostateczności emigracja za granicę, gdzie już całe życie będziesz tym „robotnikiem” od prac nieskomplikowanych.
A ja powiem, że to oczywista nieprawda. I nawet mam dowód w postaci świadectw osoby z rodziny :-)
W sumie to nie wiem, dlaczego mój mąż miał opinię miernego ucznia już od szkoły podstawowej, nie mówiąc o średniej.
Nie miał co prawda wsparcia w domu, wiecznie potrzebny do pomocy mamie. Co tam jeszcze w tym domu było, nieważne.
Ale z jego świetną pamięcią i pomysłowością to nie rozumiem, dlaczego nie błyszczał jako uczeń.
No i tak się złożyło, że zdecydowaliśmy o tym, że pójdzie drogą zawodu nauczyciela techniki i trzeba było uzupełnić wykształcenie.
Poszedł na roczny kurs przygotowawczy do egzaminów na studia wyższe. Potem podjął studia zaoczne
na Politechnice Lubelskiej.
Nie raz przeżywał kryzys, że sobie nie poradzi.
Ale go wspierałam psychicznie, zachęcałam do wysiłku, przygotowywania kolejnych prac na zaliczenia, wyjazdu na kolejne zjazdy.
Nie studiowałam za niego.
W ciągu 4 lat studiów przygotowała mu tylko 2 prace z dydaktyki, bo klasy autorskie to był mój konik. A z kolei projekt imprezy technicznej w szkole to sama przyjemność, gdy ja tyle wiedziałam o zabawkach, bo mąż wiecznie coś z synem modelował. A to z konstrukcji metalowych, a to drewnianych, a to Lego Technic. No i tak zdobył w indeksie 2 oceny celujące.
A co do pracy mgr, to pomogłam mu wybrać ciekawy temat, z uniknięciem jakichś idiotycznych rozważań teoretycznych nikomu niepotrzebnych.
On się świetnie znał na samochodach, ja na programowaniu. I tak powstał nowatorski na tamte czasy, 1994 rok, program w Pascalu, z opisami układów samochodu na przykładzie Fiata 126P, z obrazkami poszczególnych układów samochodu wyświetlanymi po wciśnięciu klawisza. No i jeszcze jeden bajer – animacja działania silnika czterosuwowego.
Ocena pracy celująca.
Ale jakie miało to przełożenie na przebieg egzaminu.
Mąż „zastrzelił” komisję programem, więc zajęli się pytaniami z techniki. A że z techniki był rewelacyjny,
to i obronił się na 5. A że studia skończył ze średnią coś ponad 4, to w otrzymał dyplom mgr także na bdb :-)
Zauważ, co za osiągnięcie! Średnia ocen ze studiów nieco ponad 4. Na studiach zaocznych to bez tych piątek z w-f i języka obcego.
Nie ma rzeczy niemożliwych. Potrzebne ci jest tylko wsparcie psychiczne,
że wszystko możesz :-)
A ty jakie masz doświadczenia?
Wmówił ci ktoś, że jesteś mało zdolną uczennicą?
Nie wierz mu :-)
Pozdrawiam serdecznie, Grażyna
Jakie przekonania daje nam w spadku szkoła?
Bardzo obniża samoocenę krytyka innych, szczególnie autorytetów.
Prowadzi to nas do poczucia, że:
- zawsze zawodzę
- nie umiem, nie potrafię
- nigdy nie mogę
- jestem do niczego.
Co często odbiera chęci do działania, a nawet do próbowania.
Pierwszy wpływ na nasze zachowania społeczne ma swe miejsce oczywiście
w dzieciństwie.
Każdy przychodzi na świat z wielkim potencjałem. Ale już w dzieciństwie może go obniżać zachowanie rodziców wobec nas. Rodzice mogą być nadmiernie wymagający, krytykujący każde nasze poczynanie, mogą stosować przemoc fizyczną lub psychiczną, lub wręcz przeciwnie, być nadmiernie chroniący, nadopiekuńczy. Prowadzi to do wykształcenia niskiej samooceny, postaw lękowych w pierwszym przypadku lub braku odporności na stres, w drugim.
Jest to bardzo obszerny temat i wolałabym w zakresie przyczyn niskiej samooceny i negatywnych przekonań skupić się na błędach systemu edukacyjnego.
Jakie więc błędy systemu edukacyjnego obniżają samoocenę?
Czy znasz te cztery genialnie proste pytania?
Przychodzisz na świat obdarowana całymi pokładami miłości, talentów i możliwości. Tak się jednak
w kolejnych latach dzieje, że spotykasz na swej drodze wielu ludzi, którzy niby „sprowadzają cię na ziemię”
i przez nakazy, zakazy i wyśmiewanie budują w tobie ograniczające cię myśli, czyli przekonania.
Odbywa się to jeszcze przed wejściem w okres edukacji, nawet przedszkolnej. Ty masz swój „charakter”,
a dorośli odwiedzający twoich rodziców uważają, że dziecku przecież nie można na to czy tamto „pozwalać”. Dobrze, jeśli twoi rodzice rozumieją, że masz prawo do wyrażania własnej woli.
Gorzej, gdy oni też przyłączą się do tego tłamszenia woli i zdania. Tego „nie wolno”, to „nie wypada”, to „powinnaś”, dziewczynka „tak robi” itp.
A potem przez pryzmat wartości i przekonań reagujesz na kolejne zdarzenia.
Jeśli na swej drodze nie zaczniesz sama poszukiwać, jak sobie poradzić ze swoimi ograniczeniami, to będziesz coraz bardziej sfrustrowana tym, że przecież jesteś w duchu kimś innym, swobodnym, pełnym możliwości, więc dlaczego znowu się zaczerwieniłam, zawstydziłam, nie powiedziałam tego, co chciałam…
Szczególnie złe zdanie na twój temat wpojone ci przez autorytety zapada w tobie na długo i ciągle dźwięczy:
a może on, ona miał, miała rację?
I tu z pomocą przychodzą ci 4 genialnie proste pytania, które możesz sobie zadać:
Czy to prawda?
Czy możesz mieć absolutną pewność, że to prawda?
Jak reagujesz, gdy wierzysz, że ta myśl jest prawdziwa?
Kim byłbyś bez tej myśli?
Zrób eksperyment z jakimś ograniczającym przekonaniem :-)
I podziel się w blogu w komentarzu refleksją, jak to działa na ciebie.
Pozdrawiam serdecznie, Grażyna
Jest taka metoda, w której nie musisz wierzyć w jej skuteczność, a i tak działa :-)
Pisałam już kilkakrotnie o EFT (Emotional Freedom Techniques, Techniki Emocjonalnej Wolności).
EFT notuje 95% skuteczności.
EFT zakłada, że przyczyną wszystkich negatywnych emocji jest zaburzenie w systemie energetycznym ciała. Kiedy energia w ciele przepływa swobodnie, bez zakłóceń, czujemy się dobrze pod każdym względem.
Gdy energia zostaje zablokowana, spowolniona czy w jakikolwiek sposób zaburzona, wtedy mogą rozwinąć się negatywne lub szkodliwe emocje i towarzyszące im fizyczne objawy, włączając w to ból pleców czy bóle głowy.
EFT często zwane jest emocjonalną akupunkturą, ponieważ kiedy łączymy delikatne opukiwanie kluczowych punktów akupunkturowych, skupiając jednocześnie myśli na wydarzeniach z przeszłości, problemach obecnych, fizycznym dyskomforcie czy czymś innym, to wtedy emocje przyczyniające się w jakikolwiek sposób do danej sytuacji zostają uwolnione wraz z blokadami energetycznymi w meridianach.
Opisywałam Jak odbywa się opukiwanie EFT, pokazując film, Ustawienie oraz Sekwencję.

Przyznam, że ja stosuję EFT
w sposób uproszczony, czyli przeważnie samo Ustawienie
Piszę sobie tę afirmację sama na podstawie afirmacji wyczytanych w książkach Garego Craige’a lub proszę mojego brata, specjalistę EFT.
Wypowiadając tekst afirmacji, opukuję punkt wrażliwy. Przy czym autor metody zastrzega,
że lepiej punkt wrażliwy masować z uwagi na jego bliskość do serca.
Działa na mnie już w ciągu kilku dni.
Wkrótce na rynku ukaże się dwie świetne książki Garego Craige’a nt. EFT. Ja miałam okazję już je poznać, bo robiłam ich korektę i przygotowywałam je do druku.
I wyczytałam w jednej z nich zaskakującą,
a pocieszającą informację:
Na początku szkolenia krótko przedstawiłam technikę, po czym zaprosiłam uczestników do ćwiczeń indywidualnych, wyjaśniając im, że nie muszą wierzyć w ich działanie.
Poprosiłam, aby wybrali konkretne zdarzenie ze swojego życia, które wciąż wywołuje w nich zdenerwowanie, gdy tylko o nim pomyślą, a następnie zapisali swoją intensywność emocjonalną, wykorzystując skalę od zera do dziesięciu.
Potem wykonaliśmy trzy grupowe rundy opukiwania, rozpoczynając od:
Mimo że mam to uczucie zdenerwowania, całkowicie i głęboko akceptuję siebie.
Wzięliśmy dwa powolne, głębokie oddechy, po czym poprosiłam, aby pomyśleli o swoim zdenerwowaniu
i znów zanotowali poziom swojej intensywności.
Na kilku twarzach pojawił się nieodłączny w takich sytuacjach wyraz zaskoczenia. Kilka osób orzekło,
że wydarzenie, które wywoływało zdenerwowanie, już ich nie dręczy.
Wkrótce przedstawię dwa pełne przykłady pracy z EFT na problemy, które otrzymałam z formularza Zapytaj.
Pozdrawiam serdecznie, Grażyna
Czy do pisania trzeba mieć jakiś szczególny talent?
Jeśli marzysz o napisaniu książki, to mam dla ciebie dobrą wiadomość.
Słyszałaś może zapewnienia, że nie trzeba mieć jakiegoś szczególnego talentu do pisania, ale może w to nie wierzyłaś?
Otóż zwróciła się do mnie z wielką nieśmiałością z pytaniem pani Magda:
Zainteresowała mnie pani Promocja Zrealizuj Marzenie.
Czy jestem w stanie napisać książkę, skoro jestem dyslektyczką?
Wiadomo. Przestawiane litery, pisownia niepoprawna, nawet jeśli się zna zasady języka polskiego.
Ale. Nieważne, jak piszesz. Od tego jest sprawny i uważny redaktor i korektor, czyli taką osobą okazałam się ja.
Ważne jest to, co masz do przekazania innym.
I oto, pani Magda, zachęcona przeze mnie do spisania wspomnień, w ciągu kilku tygodni opisała swoje przezycia związane z poszukiwaniem pracy w Polsce oraz swoje doświadczenia na emigracji w Holandii.
Pracując nad tekstem, nie mogłam się doczekać: co dalej, co dalej…
I tak, jednym tchem czyta się tę książkę :-)
Emigrantka.nl, czyli Silni ludzie są w stanie wytrzymać wszystko i osiągają swoje cele
Słowo od Wydawcy
Pani Magda Skórnicka wyjechała na emigrację do Holandii 14.09.2007 roku.
/…/Zaoferowali nam pracę w magazynie, zaoferowali mieszkanie
w hotelu, dojazd, a my mieliśmy tylko pracować. Wypłaty raz
w tygodniu. No, po prostu, cud miód i orzeszki, nic, tylko pakować się i jechać.
Pogadałam z moim mężczyzną. Co prawda, ja nie miałam nic
do stracenia, bo byłam tylko zwykłym akwizytorem, w dodatku bez prawdziwej umowy, a raczej, z fikcyjną umową zlecenie, ale on miał stałą pracę od 7 lat. Fakt, nie przelewało nam się, ale zawsze jakoś się żyło. On bał się to zostawić, ja z kolei bałam się, że jak coś nie wypali, a on zostawi tę pracę, a tu nie ma odwrotu, to ewidentnie będzie to moja wina. Więc myślałam o tym intensywnie za nas obydwoje i czułam się za dwoje obciążona. Ale po paru godzinach rozmowy zapadła nasza decyzja ostateczna, ważąca nasze losy, że jednak jedziemy i stawiamy wszystko na jedną kartę. /…/
W swojej książce opisuje realia, z jakimi stykają się Polacy, poszukując pracy za granicą. Wyjeżdżają
w nieznane, ryzykując często oszczędności i pracę. A to jest nierozważne, bo można się w końcu znaleźć
w sytuacji, że rodzina jeszcze będzie musiała przysłać pieniądze na bilet powrotny do Polski po Wielkiej Porażce…
Warto poznać tę książkę, by wiedzieć, z czym się można liczyć na emigracji. Liczyć się z wieloma problemami
i liczyć przede wszystkim na siebie…
/…/ W pracy coraz częściej słyszałam oskarżenia, które mnie bolały, że to
ja donoszę do biura te informacje o ich życiu, bo mieszkam naprzeciwko. Bolały
mnie bardzo, bo nigdy tego nie robiłam.
Powoli miałam tego dość, tego wkręcania mnie na siłę w swoje kłopoty.
Do tego jednego dnia zwolnili z pracy jedną z dziewczyn i ta po powrocie
do domu bardzo głośno mówiła, co o tym myśli, i także zwalała tę winę
na mnie. Usłyszałam to i to mnie tak mocno poruszyło.
Poszukując domku, pomyślałam, że trzeba być naprawdę silnym człowiekiem,
aby wytrzymać to wszystko, co mnie spotkało. Broń Boże, nie schlebiam
sobie. Po prostu, ludzie czasem tak potrafią dać w kość, że nawet nigdy
bym nie przypuszczała, że tak będzie. ale uważam, może jestem w błędzie,
że z czasem stawałam się coraz bardziej silna i odporna na pewne zachowania
ludzi za granicą i jeśli się takim odpornym nie staniesz, po prostu zginiesz tu,
jak mydło w pralni.
I z perspektywy czasu nauczyłam się bardzo wiele, ale najważniejsze jest
dla mnie, aby dobrze było dla mnie i mojej rodziny, bo, niestety, nie można pomagać
ludziom na siłę, bo potem i tak się tego żałuje.
Wydaje mi się, że pobyt za granicą skłania do zastanowienia się nad sensem
życia i nad swoim bytem i celem.
Dopóki masz cel, będziesz tu trwać. Jeśli cel się spełni i braknie ci kolejnego
celu, wyjedziesz, bo nie będziesz mieć sensu życia i egzystowania za granicą.
Ja każdego dnia wyznaczam sobie cel i myślę o nim dotąd, dopóki się nie spełni.
Szkoda tylko, że to wszystko jest tak ulotne i że np. zwolnienie z pracy,
a potem późniejsze niepowodzenie w znalezieniu nowej pracy niszczą nasze cele
i marzenia. Szkoda także, że tak jak w przypadku tych sąsiadek, przyjeżdża
do Holandii szczęśliwe małżeństwo, a pieniądze i pewność lepszego jutra niszczy
ich związek, nawet trwający kilkanaście lat. /…/
Książka napisana jest językiem barwnym i żywym. Można się momentami pośmiać, ale przeważnie podziwia się hart ducha autorki, a także jej „kręgosłup moralny” ukształtowany w domu rodzinnym i zasady uczciwości, jakimi się kieruje.
Świetny podział na rozdziały i intrygujące ich tytuły.
Grażyna Dobromilska – Wydawca
Konkurs, w którym można wygrać egzemplarz Emigrantki.nl :-)
Jeśli podzielisz się w komentarzu blogu swoim największym problemem, jaki masz w kontaktach z ludźmi, masz szansę wygrać książkę Emigrantka.nl.
Nagrodę wylosuję 27 kwietnia 2011 roku i poproszę cię w mailu
o adres stacjonarny do wysyłki.
Książkę można nabyć w mojej księgarni internetowej.
Zachęcam do podzielenia się problemem.
Pozdrawiam serdecznie, Grażyna
PS. Pierwsi czytelnicy mówią też, że śliczna i zachęcająca jest
okładka. Oto jej tył.
Mity na temat afirmacji
Afirmacje są bardzo skuteczne, ale, oczywiście, są tu pewne ograniczenia, oczekiwania i nieporozumienia.
Mit 1. Afirmacja nie działa, bo ją źle sformułowałam. I tak i nie.
Oczywiście, afirmacja powinna być sformułowana prawidłowo, tzn. tak jakby już się dokonało to, na czym nam zależy. Poza tym. Nasz mózg nie rozumie słowa „nie”, więc powinien być to cel pozytywny. Powinna też mieć określony termin realizacji tego celu. Powinniśmy wierzyć w to, na czym nam zależy. Powinna zakładać pozytywne intencje stron, których dotyczy.
Prawdą jest więc, że jeśli będzie zawierać słowo „nie” w sformułowaniu celu, to nie zadziała.
Jeśli więc naszym celem jest zrzucenie wagi, nie zadziała na nas afirmacja „nie mam nadwagi” lub „będę ważyć 69 kg tego i tego dnia”, lecz „tego i tego dnia ważę … kg” i tu wpisujesz wagę założoną.
Ale nawet afirmacja trochę nieprawidłowo sformułowana może działać, jeśli ją systematycznie powtarzasz.
I jest to lepsze niż zaniechanie afirmacji, bo boisz się, że ją źle sformułujesz. Zacznij, działaj, dopytaj
o jeszcze lepsze sformułowanie na jakimś forum czy portalu społecznościowym.
Przykład trochę nieprawidłowych afirmacji, które jednak działały na zniwelowanie moich „nerwów” z powodu niesłusznych pretensji sąsiadki:
„Nie pozwalam osobm trzecim manipulować moim poczuciem własnej wartości i nastrojem, wzbudzać
we mnie niepokoju i niepotrzebnych analiz ich toku myślenia.”
„Mimo że boję się uwolnić od tego, co mi nie odpowiada, to całkowicie i głęboko kocham i akceptuję siebie
i wiem, że sytuacja będzie się rozwijać w doskonały sposób.”
Oczywiście, dużo lepsza jest afirmacja taka:
Zachowuję spokój i jestem bezpieczna, nawet gdy inni ludzie przeżywają silne emocje i mają do mnie pretensje. To ja jestem odpowiedzialna za swoje emocje i mogę zdecydować, ile wpływu na siebie dam innym.
Mit 2. Afirmacja nie działa, bo wkładam w to za mało energii i magii. Nie. Oczywiście, jeśli podczas wypowiadania afirmacji nadajemy jej jakiś szczególny ton głosu, zadziała może i lepiej.
Ale ja wypraktykowałam, że samo systematyczne przepisywanie afirmacji do zeszytu rano i wieczorem też działa bardzo skutecznie. A nie wykonuję przy tym jakichś szczególnych rytuałów. Ważna jest systematyczność.
Mit 3. Afirmacje są skuteczne i wszystko mogę sobie założyć do osiągnięcia. Nie. Bo samo pozytywne myślenie nie wystarczy, lecz cel musi być realny i musisz założyć plan realizacji tego celu.
Jeśli więc ważysz 40 kg za dużo i założysz, że za miesiąc ważysz np. 69 kg, czyli zakładasz zrzucenie tych 40 kg, to jest to cel nierealny.
A nawet gdyby była taka metoda, która umożliwiałaby zrzucenie tych 40 kg w ciągu miesiąca, to radziłabym ci tę metodę zmienić, bo to niebezpieczne dla zdrowia :-)
No i oczywiście, nie możesz się dalej objadać ciasteczkami, a afirmować siebie szczupłą.
Może być i tak, że wszystko robisz prawidłowo w kierunku obniżenia wagi, ale np. masz kłopoty z emocjami, więc powinnaś zainteresować się Radykalnym Wybaczaniem i EFT (Emotional Freedom Techniques, Techniki Emocjonalnej Wolności).
BTW (by the way), w zakresie zrzucania 40 kg, co prawda w ciągu 12 miesięcy, jestem specjalistą i swoją tajemną metodę zaprezentowałam w blogu.
Zachęcam cię do podzielenia się w komentarzu afirmacjami. Pomyślimy nad prawidłowym sformułowaniem.
Pozdrawiam serdecznie, Grażyna
Jak pokonać lęk przed spotkaniem z klientem?
W poprzednim wpisie zaprezentowałam problem Joli i założyłam lęk przed porażką, czyli że klient odmówi.
Dziś pomyślimy o tym, dlaczego Jolu nie chcesz się spotkać z klientem.
/…/ Myślę sobie że jeśli klient ze mną się nawet umówi, to i tak nie jestem na tyle dobra, aby sprzedać mu ubezpieczenia lub fundusz inwestycyjny. Jak się douczę, to na pewno to zrobię. Ale im więcej się uczę, tym jest gorzej.
Myślę, że umiesz wystarczająco dużo. I to nie jest kwestia nieznajomości produktu, który sprzedajesz.
Potrzebne ci jest tylko wewnętrzne przekonanie o własnej kompetencji i swoboda zachowania,
bez kontroli krytyka wewnętrznego.
Miałabym na to rady takie:
Po pierwsze: Przygotowanie do rozmowy to podstawa. Przygotuj sobie więc scenariusz rozmowy
i go przećwicz w różnych wariantach wątpliwości klienta. Ważne, żebyś znała zalety i wady produktu, który sprzedajesz. Z rozmów z innymi klientami masz także doświadczenia co do tego, jakie wątpliwości mają klienci, a ty je rozwiewasz.
Po drugie: Zwizualizuj sobie, że klient jest twoim przyjacielem, z którym rozmawiasz swobodnie,
bez stresu, że rozmawiasz z obcą osobą.
Wyczytałam w książce Maxwella Maltza Nowa psychocybernetyka, jak pewien pan poradził sobie ze stresem przed spotkaniami z klientami w restauracji.
Otóż wyobrażał sobie, że je obiad z członkami rodziny. A przecież rodzina najbliższa to ludzie, w towarzystwie których czujemy się bezpiecznie. I nie mamy blokady myśli. Umiemy rozmawiać, argumentować :-)
Ty także możesz wizualizować, że spotykasz się z kimś bliskim, w towarzystwie kogo jesteś sobą, nikogo nie grasz. Bo udawanie spokoju jest bardzo blokujące i zamiast skupić się na rozmowie, kontrolujemy siebie,
czy jesteś naturalni. Nie słuchamy więc, co ktoś do nas mówi, czyli nie prowadzimy dialogu, i prezentujemy się jako osoba niekompetentna, która nie wzbudza zaufania.
Po trzecie: Ułóż sobie Afirmację na ten temat.
Mnie szybko na stres przed udziałem w konferencjach pomogła afirmacja, w której zaprosiłam do wsparcia mnie moją córeczkę Kasię :-)
A tobie może pomóc np. taka, w której wpiszesz sobie imię osoby, w towarzystwie której czujesz się sobą:
Czuję wielką radość, rozmawiając z klientem. JESTEM SWOBODNA, jakbym sobie gadała z Joasią :-) ! :-)
Afirmacje szybko działają, tylko trzeba z nimi pracować systematycznie.
Napisz, proszę, czy zastosowałaś te porady i czy pomogły.
Pozdrawiam serdecznie, Grażyna
PS. Założyłam, że to nie jest lęk czy brak umiejętności w zakresie przeprowadzenia samej rozmowy telefonicznej z klientem. Lecz brak pewności, czyli zakres budowania wysokiej samooceny.
Znalazłam ci w sieci porady dla telemarketerów.




