Co jest najważniejsze w życiu?

Przerwę mamy dłuższą niż do października, bo się od nowa „organizuję” i mam mnóstwo pracy.

Zainspirowana jednak kartą anielską, jaką moja ezoteryczna super doradczyni rozwoju osobistego Renia Marczewska przedstawiła na FB, pomyślałam, że zrobię krótki wpis.

Mam bowiem ważną refleksję w związku z tą kartą i chciałam się nią z tobą podzielić.

W swoim życiu zbieramy po drodze różne „dołujące” przekonania na swój temat i potem często reagujemy
z pozycji ofiary.

Doszłam do wniosku, że najważniejsza jest w życiu miłość i patrzenie na zdarzenia i ludzi poprzez jej pryzmat
i to najsilniej pomaga nam w byciu sobą, szanującą siebie samą osobą, i o tym chciałam „na szybko” przypomnieć.

I to silniej działa – moim zdaniem – niż mantra Eleanor Roosevelt, której ona się trzymała, gdy ją poniżano
i wyśmiewano
. Daje więcej siły wewnętrznej, a nie tylko – „odporność na ból”.

A co ty o tym sądzisz?

Pozdrawiam serdecznie,
Grażyna

Facebook

Mapa Marzeń może nie wkrótce, ale odpowiadam na pytanie :-)

Pytanie: Nie wiem czy jeszcze pani funkcjonuje tu na blogu, ale strasznie mi się wszystko poplątało i chcę stworzyć swoją mapę szczęścia, kiedy byłby najdogodniejszy czas, teraz w sierpniu, wrześniu? Nie zawsze mogę być o danym czasie w domu, żeby móc ją wykonać. Nie można tego zrobić po prostu w danej chwili, z potrzeby serca?

Robimy przerwę na wakacje „akademickie”, czyli do października, a teraz tylko szybka pomoc w sprawie Mapy Marzeń.

Generalnie, to poznałam ją jako narzędzie wsparcia podświadomości na kursie Wandy Loskot Magia Wysokiej Samooceny i Wanda nic nie wspominała o jakimś szczególnym ezoterycznym czasie. Read the rest of this entry »

Facebook

Wizytówki wg zasad feng shui

A dziś taka mała niespodzianka, czyli czym to się jeszcze zajmowałam w swoim biznesie.

Zaczynałam od działalności poligraficznej, więc wizytówki także były w ofercie. Ale jak przeczytałam kiedyś artykuł nt. zasad feng shui w wizytówkach, to już inaczej wizytówek nie projektowałam.
Miałam informację na stronie firmowej na ten temat w odpowiedniej opcji, ale niestety w html-u, a już dawno mam nową stronę na joomli i może i mam drobną poligrafię, ale już chyba nie umieszczałam podpopcji nt. zasad feng shui.

Więc tylko daję ci do poczytania artykuł, jaki kiedyś na ten temat napisałam do Millionaire Magazynu, do działu, który wymyśliłam i prowadziłam.


Oczywiście, jak przeczytasz artykuł i cię przekona ta informacja, że też chcesz mieć wg tych zasad zaprojektowane wizytówki, to udostępniam ci go po to, żebyś wiedziała, czego ewentualnie wymagać od firmy, która przygotowuje dla ciebie projekt wizytówki :-)
Zrobienie 100 sztuk wizytówek z przesyłką ode mnie byłoby bezsensowne, a nawet 200 czy 300 czy 500 sztuk, biorąc
pod uwagę, jakie oferty na druk 500 sztuk wizytówek można znaleźć w sieci.

To tylko wskazówki co do projektu.
I jak przeczytasz w artykule, nic więcej nie ma na ten temat, nawet w książce, która mi to obiecywała w ofercie, dlatego ją zakupiłam, żeby się dowiedzieć jeszcze więcej.

A z kolei też uprzedzam, że specjaliści od feng shui to może by
w ogóle te koncepcje wywracali do góry nogami, ale swoich innych koncepcji do tej pory nigdzie nie opisali.

I jak ci się podoba ta wskazówka? Podziel się, proszę,
w komentarzu i poleć wpis znajomym :-)

Pozdrawiam serdecznie, Grażyna

Facebook

Podstawowe błędy, jakich nie należy popełniać przy rozwijaniu biznesu

Po zapisaniu się do Klubu Przedsiębiorcy 18 IX 2007 roku i dzięki nawiązaniu współpracy z Kamilem Cebulskim także we wrześniu 2007 roku, już przed połową 2008 roku z osoby, która całymi miesiącami nie odnotowuje wizyty klienta miejscowego, stałam się osobą, która sypia po 4-5 godzin na 48 godzin. Bardzo dużo pracy i bardzo dużo szkoleń. Szkoleń płatnych i gratisowych. Z marketingu i różnych obszarów rozwoju osobistego. Miałam nawet wtedy wpisy na blogu www.blog.madgraf.eu na ten temat, że pracuję po dwie doby bez snu.

Działalność się bujnie rozwinęła, to bardzo dobrze. Ale niekoniecznie w dobrym kierunku.

Bo ja sprzedawałam swój czas, zarabiając na składach i korektach. To raz.

A dwa, pracowałam za stawki minimalne na rynku, no bo albo pani akceptuje tę stawkę, albo będę współpracować z kim innym, albo wręcz za stawki przypadkowe i śmieszne przy składach skomplikowanych publikacji z wieloma fotografiami, na tej samej zasadzie, no bo albo pani zaakceptuje, albo damy komu innemu, i zamiast np. godziwego i adekwatnego do wkładu pracy wynagrodzenia za pracę ok. 19 000 zł netto, otrzymywałam propozycję 5000 zł brutto…

I akceptowałam, bo szybko pracuję…

A wszystko po to, by wyrabiać się z należnościami za inwestycje, w które się optymistycznie kolejno „wkręcałam” (no bo „niezbędne i potrzebne, a ja zarabiam dużo”) i nie stracić Certyfikatu Rzetelna Firma
w Krajowym Rejestrze Długów, który był dla mnie bardzo ważny i prestiżowy.
I mobilizował mnie do rzetelności w rozliczeniach finansowych z bankami i firmami, z którymi współpracuję.

A trzy. Przejmowałam nieodpowiedzialność klientów na siebie, czyli dawałam im beztrosko dowolnie długi czas na przygotowywanie materiałów, a gdy okazywało się, że termin przekazania publikacji ich klientom jest niewzruszony i krótki, pracowałam nawet tydzień prawie bez przerwy i bez snu, na zasadzie, „padam”, no to chwilę się prześpię, budzik za parę godzin i… dalej do pracy, no bo trzeba terminu dotrzymać. Bo po co komu publikacja po imprezie, na którą była zaplanowana do promowania osiągnięć klienta. A proces składu publikacji, szczególnie skomplikowanej, z licznymi fotografiami, ma swoje nieubłagane wymagania
i potrzebuje czasu.

No a na dodatek, moje 48 godzin to nie była tylko praca i udział w szkoleniach, ale także rozległa pomoc innym. Nie byłam asertywna, nie umiałam odmówić pomocy, więc całymi godzinami udzielałam też znajomym porad na Skypie w ich problemach zawodowych. Więc tym bardziej, szaleńczy wyścig z zarabianiem i 48 godzin na dobę to za mało…

I jak ci się podobają moje „ostrzeżenia”, zapraszam do komentowania :-)

Pozdrawiam serdecznie, Grażyna

Facebook

Biuro w domu to znak nowoczesności, a nie „byle jakości” firmy :-)

Zawsze byłam krytykowana za biuro w domu, no bo to oznaczało wg ludzi, że mnie „nie stać” na lokal
na mieście. Czyli – firma marna.

Nigdy nie uważałam, że powinnam się wpakować w sprzedawanie „mydła i powidła”,
by utrzymywanie tego lokalu było w ogóle opłacalne.
A ja i tak robotę robiłabym w domu, a tu tylko pani by przyjmowała zlecenia
i sprzedawała „wszystko”, by zarobić na siebie, podatki i lokal.

No i od paru lat mam do tego nareszcie zdrowe podejście, bo Wanda Loskot, moja mentorka, zawsze nam mówiła, że to fantastyczny wybór – biuro w domu. Oczywiście, zorganizowane w oddzieleniu od życia domowego. Nie tylko fizycznie, jako wydzielone pomieszczenie. Ale także w oddzieleniu „mentalnym”
od rodziny na czas pracy.

Co prawda, w pewnych ważnych okolicznościach, gdy dziecko potrzebuje wsparcia natychmiast, ważne jest, że ma mamę stale „pod ręką”. A robotę się nadrobi w późniejszej godzinie :)

I dziś wyczytałam w wiadomościach z Marketingu przy Kawie o Linsday Lohan w areszcie, no i okazało się,
że ta Linsday „pracuje zdalnie z domu w reklamie”.
Cały artykuł dostępny po zalogowaniu do serwisu.

Ja skopiuję tu tylko fragment, kto obecnie „pracuje w domu” i że to modne :-)

Modna ostatnio praca z domu to rozwiązanie nie tylko dla matek, które pragną wykonywać zlecenia
i jednocześnie opiekować się dziećmi, czy dla urodzonych freelancerów: programistów, grafików, fotografów oraz dziennikarzy. Tę formę pracy zdalnej odkryła również ostatnio Lindsay Lohan. I nieźle na niej zarobiła. /…/

A ty jakie masz zdanie na temat pracy w domu?
Podziel się, proszę, w komentarzu.

Pozdrawiam serdecznie, Grażyna

Facebook

Nie ma motywacji i samodyscypliny – są nawyki

Oczywiście, podstawą chęci do działania jest określenie misji życiowej, zastanowienie się nad tym, co cię pasjonuje najbardziej, oraz ustalenie celów życiowych.

Potem musi nastąpić etap planowania, jakimi krokami cząstkowymi jesteś w stanie zbliżać się do swoich celów, by je kolejno realizować.

A potem trzeba przejść do działania wg planu, żeby cele nie pozostały jedynie pięknymi marzeniami.

Ale jak to zrobić, by każdego dnia działać i po kolei realizować swój plan? Oczywiście, weryfikując go w miarę potrzeb.

Nic nam nie da motywowanie się przez samo czytanie kolejnych ekscytujących książek lub oglądanie kolejnych ekscytujących nagrań video, które nas pobudzą do myślenia i aktywności na chwilę.

Trzeba się zastanowić, jakie czynności powinniśmy wykonywać, aby te swoje cele realizować, i nauczyć się je stale wykonywać.
Na pewno na początek potrzebna jest samodyscyplina.
Aby do wykonywania pożądanych czynności się wdrożyć.

Po 21 dniach wykonywanie tych czynności „wchodzi nam w krew”, staje się naszym nawykiem i nie musimy się już do niczego zmuszać, bo jesteśmy do wykonywania tych czynności przyzwyczajeni, a wręcz, ich nam brakuje :-)

Na raz wprowadzaj jeden nawyk.

Jeśli postawisz sobie zbyt ambitne wymagania i będziesz się chciała wdrożyć do wykonywania zbyt wielu „obowiązków” na raz, to się zniechęcisz, a może nawet nabierzesz przekonania, że to jest poza twoim zasięgiem na zawsze.

A więc, do dzieła.

Pochwal się, w komentarzu, za wyrabianie jakiego potrzebnego nawyku się wzięłaś :-)

Pozdrawiam serdecznie, Grażyna

Facebook

Pomysły na wakacje dla dzieci

Zainspirowana artykułem na wp.pl, pomyślałam, że napiszę parę słów, jak moje dzieci spędzały wakacje.

Nigdy nie miałam przekonania do zwykłych kolonii czy obozów „nietematycznych”, które sprowadzały się
do opalania, wycieczek w teren od czasu do czasu, wolnego czasu po południu, czyli nuda, nuda, nuda. Zależało mnie i dzieciom na tym, by przy okazji wypoczynku poza miejscem zamieszkania, rozwijały także swoje talenty lub jakieś umiejętności.

Jaruś jeździł na obozy języka angielskiego, żeglarskie, tenisowe, survivalowe.
Kasia jeździła na obozy konne i fotograficzne.

Dziś wpadł mi w oko artykuł Twoje dziecko może zostać lotnikiem lub rolnikiem.

Męczące kolonie, nieciekawe obozy, wczasy, na których jedyną rozrywką jest opalanie – to dla młodzieży wakacyjna nuda w najczystszej postaci. Nie zmuszaj więc swojego dziecka do wyjazdu, na którym każdego wieczoru organizowana jest dyskoteka z nieporywającą do tańca muzyką, a największą atrakcją jest organizowane ostatniego dnia ognisko…
Read the rest of this entry »

Facebook

Grupa Wsparcia, czyli Master Mind

Nawet jeśli wszystko układa się zgodnie z Twoimi planami, zdarzyć się może gorszy nastrój, chwilowy brak zaufania do siebie czy niechęć do aktywności. Na pewno też od czasu do czasu staniesz przed jakimś problemem, którego nie potrafisz rozwiązać.

Jeśli nie zadbasz w porę o właściwe otoczenie, może ci być trudno radzić sobie ze wszystkim samodzielnie.
A spodziewać się można, że twoje efekty będą gorsze niż gdybyś o to otoczenie zadbała.

Przydaje się tzw. Grupa Wsparcia. Są to osoby, do których masz zaufanie, myślące w podobny sposób, jak ty.

Ideę Grupy Wsparcia poznałam parę lat temu w Klubie Przedsiębiorcy Wandy Loskot, pod nazwą Master Mind, czyli Własne Grono Mentorskie.

Idea Master Mind ma swe źródło w sposobie rozwiązywaniu problemów za pomocą trustu mózgów.

W swojej najsłynniejszej książce Myśl… i bogać się! jako jedno z praw sukcesu Napoleon Hill wymienił posiadanie trustu mózgów.
Trust mózgów to grupa doradców, osób z którymi możesz porozmawiać na trapiące problemy. „Trust mózgów” można określić jako „koordynację wiedzy i wysiłków, w atmosferze harmonijnego współdziałania dwóch lub więcej osób w zamiarze osiągnięcia konkretnego celu”.
Z kolei Napoleon Hill ideę tej współpracy zaczerpnął od Andrew Carnegie.

Wg Wandy najlepiej ideę Master Mind określają słowa króla Salomona:

Niczym żelazo ostrzy żelazo, tak jeden umysł ostrzy drugi umysł /król Salomon/

Bo podstawowym powodem, dla którego warto stać się członkiem takiego zespołu jest po prostu to,
że człowiek staje się mądrzejszy :-)
Drugim jest zwiększenie odporności na trudności, gdy ma się za towarzystwo inne osoby, które pomogą wyjść z dołka.
A trzecim – zwiększenie motywacji.

Na temat sposobu organizacji takiej grupy Master Mind napisałam kiedyś artykuł do Millionaire Magazine. Niestety, magazyn Kamila Cebulskiego nie jest już dostępny on-line i nie mogę umieścić po prostu linku
do niego. Jeśli jesteś zainteresowana organizacją takiej grupy, napisz do mnie na maila
madgraf@madgraf.eu.

Podziel się, proszę, refleksjami w komentarzu.

Pozdrawiam serdecznie, Grażyna

Facebook

A jak tam twoje poszukiwania biznesowe?

Niekoniecznie, „jedynym słusznym” rozwiązaniem jest prowadzenie własnej firmy.

Choć to najlepszy układ, bo nie masz nad sobą kierownika, dyrektora i sama jesteś odpowiedzialna za siebie i swoje rezultaty.

I nikt ci np. nie zabrania pojechać na ważne szkolenie.

Jak ja np. miałam w swojej pierwszej pracy jako nauczyciel, gdy mi pani wicedyrektor zabroniła pojechać
na kurs, no „bo z jaką szkodą dla uczniów się to odbędzie”. To, że mnie nie będzie w szkole przez 1 tydzień, czyli przepadnie każdej klasie 1 lekcja… Szczególnie, że było to na początku września, gdy szkoła dopiero się „rozkręca”. A ja pytam: „a z jaką szkodą dla uczniów się to odbędzie, jak ja nie pojadę”, i się nie nauczę czegoś nowego i przydatnego uczniom. Taką to „światłą” miałam panią wicedyrektor w szkole…
Co prawda na ten kurs jednak pojechałam, bo wywarłam „presję” na dyrektora naczelnego, czyli kolegę
w moim wieku, który tym dyrektorem niedawno został i zażartowałam, że nie wyjdę z jego gabinetu, dopóki mi nie pozwoli, choć uprzedzam lojalnie, że już z panią wicedyrektor rozmawiałam i ona mi zabroniła :-)

Bo moją pierwszą pracą po ukończeniu studiów była właśnie praca nauczyciela od września 1982 roku. Przynosiła mi wiele stresów.
Choć jest to też okres wielu wspaniałych możliwości związanych z propagowaniem przeze mnie zastosowania komputerów w dydaktyce nauczania różnych przedmiotów. A nawet miałam okazję zapisać się na kartach historii komputeryzacji dydaktyki Lubelszczyzny w latach 90. jako prekursor tej idei.

Firmę zaś założyłam we wrześniu 1994 roku, przebywając na urlopie wychowawczym. Była to początkowo działalność w zakresie usług poligraficznych, po paru latach włączyłam w to działalność wydawniczą. Całkowity jednak brak wiedzy marketingowej i popełnianie licznych błędów spowodowały, że firma sobie „sama” działała, działała …aż do jej „zapaści” w 2007 roku, gdy klienci przestali się pojawiać.

A wrzesień 2007 był przełomowy w całym moim życiu.

Ma rację Kamil Cebulski w swojej książce Myśleć Jak Milionerzy, str. 146:

Jedna z najlepszych rad, jaką mogę dać, nie brzmi, rób wszystko dokładnie tak samo jak ja. Rada ta jest opisana w Efekcie Motyla:
Zacznij działać. Tak. Zacznij działać, bo działając, zwiększasz prawdopodobieństwo nieprawdopodobnych rzeczy.

Bo tego ważnego września 2007 roku, w jakąś niedzielę, całkowicie załamana brakiem klientów jednak się zmobilizowałam i pojechałam na moje pierwsze osobiste spotkanie z Kamilem Cebulskim,
czyli I konferencję Myśleć Jak Milionerzy do Lublina.
I na parę lat nasze drogi zawodowe się „zeszły”, bo Kamil po rozmowie ze mną na konferencji uznał, że dobrze przygotuję jego książkę Myśleć Jak Milionerzy do druku. I mi to zaproponował w mailu po konferencji. A potem realizowaliśmy wspólnie inne jego projekty. Jak Alternatywne Lekcje Przedsiębiorczości , czyli spotkania Kamila i zaproszonych gości z młodzieżą szkół powiatu kraśnickiego, czy przygotowywanie wydań magazynu Millionaire Magazine, od numeru 3 do 10, a od 11-tki Kamil nadał mu inny kierunek.

A także 18 IX 2007 roku zapisałam się do Klubu Przedsiębiorcy Wandy Loskot i zaczęłam się uczyć marketingu i badać różne możliwości. Miałam wiele pasji i wiele talentów do wykorzystania. No i wiele umiejętności. No i kilka obszarów, w których zyskałam miano eksperta. Myślę, że już w tych poszukiwaniach „wyszłam na prostą” i wiem, czego chcę.

Najważniejsza jest praca oparta na pasji. Wtedy praca nie jest pracą, jest jakby hobby, czymś, co się wykonuje z przyjemnością i co przynosi stałą radość i człowiek nie może się doczekać, by się temu znowu oddawać.

Ale jeśli zdecydujesz się na własną działalność, to musisz wiedzieć, że znalezienie własnej recepty na biznes nie jest proste.

To droga trudna i raczej długa, zanim się znajdzie zajęcie zgodne ze swoją pasją,
a jednocześnie przynoszące zadowalające dochody.

Jeden z trenerów ostatnio ujawnił swoje zarobki miesięczne, w których pokazał, że na sprzedaży 68 ebooków zarobił ok. 88 zł, na zorganizowaniu wartościowego webinarium ok. 530 zł, a na sprzedaży przez PP szkolenia marketingowego ponad 2 tys. zł…

Z czego wynika, że nie ma co liczyć na to, że na 1 ebooku osiągnie się wolność finansową. I że jedno drogie szkolenie marketingowe nauczy nas, jak go sprzedawać, i to wystarczy. A nawet 2 drogie szkolenia.

I wynika też, że najbardziej w cenie są szkolenia marketingowe i na nich się chyba najlepiej zarabia.
Ale trenerów marketingu jest coraz więcej i są to „mocne” nazwiska.

Raczej droga budowania biznesu wiedzie przez Klub Przedsiębiorcy Wandy Loskot, gdzie stale jesteś
pod „monitoringiem”, czyli opieką Wandy: cotygodniowe webcasty na żywo ze slajdami, co tydzień pocztówka dźwiękowa poruszająca jakiś ważny problem, przypomnienia o wpisie na blogu, dyskusje na Forum Klubu. Plus, oczywiście, wiele materiałów do obejrzenia i ściągnięcia oraz PODSTAWA, czyli 8-odcinkowy program Dynamiczny Rozwój Firmy, jak zbudować strategicznie biznes od podstaw.
A to bardzo przystępna inwestycja, ok. 48 dolarów miesięcznie.

Możliwy jest też szybki rozwój przez baaardzo drogie szkolenie guru marketingowego z coachingiem.

A jak tam twoje poszukiwania satysfakcjonującej pracy? Podziel się, proszę, w komentarzu.

Pozdrawiam serdecznie, Grażyna

Facebook

Cudowna moc wybaczania

Budowanie wysokiej samooceny i poczucia własnej wartości jest to zdążanie
do zapewnienia sobie spokoju wewnętrznego w różnych obszarach, bo dopiero wtedy nic nie blokuje naszej naturalności, naszego „ja”.

Oczywiście, jeśli wydaje ci się, że ty nie masz wartościowego „ja”, do którego ujawnienia się mogłabyś zdążać, to tylko dlatego, że siebie nie znasz i o tym nie wiesz. A może nawet w to wątpisz. Ale to tylko dlatego wątpisz, że od najmłodszych lat podlegałaś negatywnemu „tresowaniu”, że na nic się nie stać, nic sobą nie reprezentujesz, do niczego się nie nadajesz.

Powoli :-) Dojdziemy do możliwości poznania talentów i siebie, bo nawiązałam bardzo wartościowy kontakt
z psychologiem, który będzie przygotowywał czy wyszukiwał testy do poznawania siebie w różnych aspektach.

Ale dziś chciałam zwrócić twoją uwagę na podstawę wszystkiego, czyli wybaczanie.

I nie w tradycyjnym rozumieniu, kat-ofiara. Czyli: Wybaczam ci, bez względu na to, jak mnie dotknąłeś.

Ale na planie boskim, planie Wszechświata, Wyższej Mocy. Bo to wszystko zdarzyło się po to, żebyś się czegoś nauczyła i wzniosła na „wyższy poziom” rozumienia, miłości do ludzi.

Jeśli nie zrobisz porządku z tym, to znowu spotkasz tych ludzi, których przyciągasz, a którzy cię ranią. Znowu upadniesz… Obyś tylko umiała się podnieść.

A podstawą wszystkiego jest wybaczenie. Każdemu, kto przychodzi ci do głowy, że cię skrzywdził.

Robiłam kilka wpisów na temat Radykalnego Wybaczania, a w jednym z nich udostępniłam gratisowe arkusze Colina Tippinga do samodzielnego wypełniania.
I zachęcam cię do ściągnięcia arkusza, do przyjrzenia się mu, do refleksji.

Najlepiej działa udział w warsztacie Radykalnego Wybaczania, udział w grze Satori, o której magii
pod kierunkiem Sylwuni Kalinowskiej
pisałam i umieściłam film nagrany dzięki zaangażowaniu Grażynki Adamskiej, Czarodziejki z FB i GL :-) Sylwunia to „wybiór” do Warszawy. Ale warto :-)

Warsztaty „w realu” mają wielką moc zmian.

Zapraszam do komentowania, będę ci ogromnie wdzięczna :-)

Pozdrawiam serdecznie, Grażyna

Facebook
Idea bloga

JAK żyć w harmonii ze SOBĄ
i innymi :- )

więcej

GRATIS! Arkusz kalkulacyjny Excela "Budżet domowy",
a także poradnik o tym, jak żyć
w harmonii

E-mail:

Imię:

Zgadzam się
z Polityką Prywatności

Magazyn Psychologia Sukcesu nr 1
Maj 2012
P W Ś C P S N
« lis    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

W swojej książce autorka opisuje realia, z jakimi stykają się Polacy, poszukując pracy
za granicą. Wyjeżdżają
w nieznane, ryzykując często oszczędności i pracę. A to jest nierozważne, bo można się
w końcu znaleźć w sytuacji,
że rodzina jeszcze będzie musiała przysłać pieniądze
na bilet powrotny do Polski
po Wielkiej Porażce...

Warto poznać tę książkę,
by wiedzieć, z czym się można liczyć na emigracji.

Recenzja Czytelniczki:

Autorka książki „Emigrantka.nl” Pani Magda Skórnicka przekonuje nas, że silni ludzie są w stanie wytrzymać wszystko i osiągnąć swoje cele.

Na własnym przykładzie opisuje historię pobytu na emigracji
w Holandii.
Płaci cenę wyjazdu z kraju
dla poprawy materialnej własnego życia.

Powieść zawiera głównie opis pokonanej drogi jako doświadczenie
życiowe służące za przykład innym. Można osiągnąć swoje cele,
mimo nie zawsze sprzyjających okoliczności, w myśl powiedzenia,
że "...to, co nas nie zabije,
na pewno nas wzmocni."

Autorka pisze bardzo barwnym, potocznym językiem,
dzięki temu książkę czyta się szybko i łatwo. Często przedstawia
humorystyczne opisy, które wywołują śmiech czytelnika.

Gorąco polecam przeczytanie tej pozycji książkowej.

Zofia Klepuszewska
(pasjonatka dobrych książek)


Videos, Slideshows and Podcasts by Cincopa Wordpress Plugin